Wpisy
Kiedy do współpracy zapraszają cię tacy ludzie Tomasz Lis, czy Tomasz Machała, trudno odmówić. Tym bardziej, że znaleźć się w tak zacnym towarzystwie, to sama przyjemność. Dlatego wczoraj postanowiłem przenieść się na portal NaTemat.pl Jestem przekonany, że jest to dobra decyzja, a przede wszystkim świetne miejsce do rzeczowej dyskusji.
A propos meczu o MP w Lublinie: to kolejny przykład układów sędziowskich, komisarskich, członek zarządu Michał Lesiński był komisarzem na meczu. Jest prezesem warszawskiego związku, jego kolega jest członkiem lubelskiego związku i komisarzem. Ten sam komisarz przyznał turniej U-20 Lublinowi. Komisarz, którego wyznaczył Prezes Lubelskiego OZKosz. W meczu, w kontrowersyjnych okolicznościach Lublin wygrał z Prudnikiem Nie chciałbym oskarżać sędziów, bo tego meczu nie da się przejrzyście przeanalizować. To byli drugoligowi sędziowie, którzy dopiero zaczynają, ale jest to wywieranie presji przez komisarzy i rozumiem tych ludzi bo chcą robić kariery i słuchają „starszych”.
Wiemy, że p. Bachański ma zdolności handlowca. Mamy dwa puchary – pod egidą Intermarche oraz puchar PZKosz dla I i II ligi. Każdy ma puchary… Handluje na zasadzie, kto więcej da – temu przyznam organizację pucharu, a w konsekwencji fajną drabinkę gier w pucharach. Spójrzmy na zespoły: Trefl, Turów, Anwil, Czarni, Asseco – Turów spotyka się z Asseco, Trefl z Czarnymi, nikt nie wie, na jakiej zasadzie odbyło się losowanie, bo PLK TV, „najlepsza” telewizja, najbardziej rozwinięta, tego nie pokazuje.
Do czego zmierzam?
Były różne sytuacje finansowania przez różne firmy - prywatne, spółki skarbu państwa, Związku. Investgaz sponsorował ligę, sponsorował Trefl, Prokom reprezentację i drużynę, Lotos i kluby i PLK, sponsorem jest PGE, itd., ale nigdy nie było tego w polskiej koszykówce, i to jest rzeczywiście dokonanie wyjątkowe p. Bachańskiego, że kluby sponsorowały i pożyczały pieniądze. Wyszło na jaw, że p. Bachański pożyczył pieniądze z dwóch klubów na funkcjonowanie PZKosz. Ok. 400.000zł. z Turowa Zgorzelec, który dzielnie walczy o mistrzostwo Polski w Tauron Basket Lidze, w której większość ma PZKosz, a sędziów i komisarzy obsadzają i nadzorują członkowie PZKosz. Nie widzę tu problemu Turowa. No bo jak zwierzchnik prosi o pieniądze na funkcjonowanie swojej instytucji to ludzie chcą pomóc.
Ale: gdyby to działo się z np. firmą PGE, która daje pieniądze na funkcjonowanie PZKosz, to wtedy ok., rozumiem. Bo to firmowe pieniądze i mogą być dawane komu chcą. Ale klub? Jak mają czuć się inne kluby? Bo coś za coś: pożyczyłeś pieniądze, fajnie, to masz coś w zamian…
Wiadomo, że p. Bachański chodzi i „kituje” wszystkich: że zaraz, że za miesiąc, za rok będzie sponsor i spłaci on wszystkie długi PZKosz. I wiadomo, że stara się o „względy” tej samej firmy, która jest sponsorem klubu – PGE. Dziwię się zatem działaczom klubu, że współpracują, pomagają człowiekowi, który „podbiera” ich sponsora.
P. Bachański „kituje” panią Minister Sportu o Lublinie (bo wiemy, że Pani jest z lubelskiego PO), przez lubelską PO - bo w Zarządzie PGE jest 3 ludzi z Lublina. „Bajeruje” o klubie w Lublinie, że w tym mieście powstanie poważna koszykówka, tylko niech dają pieniądze z PGE… Tylko uważam, że w Ministerstwie powinni poprosić o niezależny audyt PZKosz.
Jakie „zdolności” ma p. Bachański – tego już nie da się ukryć. Wynikają one z doświadczenia p. Bachańskiego, który współrządząc wcześniej w PZKosz porobił długów i jego poprzednik na stanowisku prezesa spłacał te długi całą swoją kadencję. Wiemy jak to jest z nowypzkosz.pl , ze śniadaniami, z wywiadami o niczym. Zawsze mówiłem, że mogę z tym człowiekiem debatować, możemy iść do TV i „live” rozmawiać. On twierdzi, że to nie jego poziom. Oczywiście – miliony długów trzeba umieć wygenerować i być na odpowiednim poziomie.
Ale wróćmy do podstawowej sprawy – pożyczki od klubu, uczestnika rozgrywek TBL pod patronatem PZKosz. To zjawisko niespotykane. Pan Senator Andrzej Person na swoim blogu porównał Bachańskiego i jego ekipę do ekipy p. Lato. A Lato z Kręciną przy tej ekipie to jest „pan pikuś”. Zasługują na medal za dobrą pracę w swojej dyscyplinie sportu. Owszem mogę zrozumieć władze Turowa, że starają się jak najlepiej dla swojego klubu. A Bachańskiego nie rozumiem. Przecież to gwóźdź do jego trumny. To rzecz niespotykana. Kluby nie dość, że nie dostają od ligi i PZKosz nic, to jeszcze muszą utrzymywać PZKosz przy życiu. To materiał na kolejny list do pani Minister, który już piszę i jak Pani nie odniesie się do tego to wystosuję kolejny list – do prokuratury. To kompromitująca rzecz, której jeszcze nigdy nie widziałem. Takiej historii nie da się spotkać nigdzie. A to jedno.
Drugie: w I lidze – taka sama sytuacja. Bo klub Rosa Radom pożyczył kolejne ok. 300.tys. zł. Klub walczący o ekstraklasę!!!
Zadaję pytanie: ile kosztuje Mistrzostwo Polski i awans do ekstraklasy u pana Bachańskiego??
Wiemy, że w PZKosz jest sytuacja dramatyczna i tego nie da się już ukryć. Ludzie uciekają jak myszy z tonącego statku. Opierając się na blogu p. Korpolewskiego – są już w Związku komornicy, i p. Bachańskiego opowieści o słonecznej przyszłości nikogo już nie bawią. Są „pooklejane” komputery, poblokowane konta, pieniądze wyłączanie płacone gotówką bo nie ma innej możliwości. Ludzie ze środowiska już się na to nie nabiorą.
Jak pan nie daje rady to radzę podać się do dymisji. Koszykówka jako dyscyplina zasługuje na to by mieć sponsora, ale zasługuje też na Prezesa. I przede wszystkim na dobrą przyszłość. Nie na marginalizację a na odbudowę. Zasługuje też na to, by nie ona „pracowała” na „nierobów”, ale odwrotnie, by przyszli ludzie profesjonalni z pasją i pracowali dla tej dyscypliny.
I po raz kolejny podkreślę, że nie mam co zwracać się do „niezależnych” dziennikarzy, bo to przecież oni powinni patrzeć takim ludziom na ręce. A to właśnie ci dziennikarze chcą do ostatniego grosza wycisnąć ze związku i ligi… Może i są niezależni dziennikarze, którzy piszą o koszykówce, ale ja nie widzę ich pracy. Jeden pan, który co tydzień pisał, że Ludwiczuk musi odejść, dalej milczy. I „współpracuje” z PLK. Nie za darmo.
Przez ponad rok dziennikarze nie mogą podsumować pracy nieudolnego Prezesa…
Na początek chcę się odnieść do sytuacji, która zaistniała na meczu o Puchar Polski w Zgorzelcu. Graliśmy bez kilku zawodników, beze mnie jako trenera. Na prezentacji podobno kibice Turowa odwrócili się do naszego zespołu plecami. Zawsze myślałem, że kibice Turowa są jednymi z najbardziej kulturalnych i wychowanych w Polsce. Chciałbym dowiedzieć się jakie były powody
takiego zachowania? Bo moim zdaniem, jak ktoś chce nas obrazić, powiedzieć, że to nasza wina, że nie gramy w pierwszej rundzie PLK, bardzo się myli. Bo my jako klub złożyliśmy po prostu prośbę do PZKosz. Ale prośba nie zobowiązuje. Decyzję podejmuje ktoś inny. To tak samo jakby Turów poprosił o możliwość gry z jednym zawodnikiem polskim i PZKosz by to zaakceptował. To gdzie tu wina Turowa? Że złożył prośbę? My jako klub, drużyna, chyba najbardziej ze wszystkich moglibyśmy mieć pretensje o to, że kluby są sponsorowane przez spółki skarbu państwa. My wszyscy płacimy podatki, firmy te obracają państwowymi, więc wszystkich, pieniędzmi, a nasz klub nie dostaje stąd środków. Lotos, PGE, Anwil, Energa – nie mówimy, że pieniądze z tych firm trzeba dzielić po równo, bo gdyby zespołów spod tych znaków nie było, nie było by koszykówki.
Dlatego proszę kibiców, by oceniali to co się dzieje logicznie i realnie, bo to władze PZKosz, które podejmują takie decyzje są odpowiedzialne za wszystko. A chłopaki, którzy grają w zespole, a mamy przecież od lat najbardziej polski skład, nie są niczemu winni. Zadecydował p. Bachański i jego spółka. Ja bym chciał taką reakcję kibiców widzieć na widok tych panów, gdy przyjadą do
waszych hal. I zwracam się tu do każdego prawdziwego kibica koszykówki, by tak właśnie zrobił. Bachański nie powinien mieć wstępu na hale, bo on powoduje mizerię koszykówki swoimi decyzjami, czy ich brakami. I kibice muszą się trzymać razem, by zmieniło się coś w tej dyscyplinie, nie ma co odwracać się od graczy.
Zwróćmy uwagę, że były nowe wybory – nowej Rady Nadzorczej PLK. Po co? To jakiś cyrk! Kolejny człowiek z PZKosz, z układów partnerskich „wszedł” do RN i teraz rada wygląda tak, że kluby nie mają nic do powiedzenia. PZKosz ma większość w PLK, ma większość w jej Radzie Nadzorczej, Prezes PZKosz jest wiceprezesem ligi.
Wielka impreza o Puchar Polski pod szyldem Intermarche, z „wielkimi” nagrodami finansowymi - ma odbywać się przez kolejne lata przy wsparciu Intermarche (mówi się o trzyletniej współpracy). Czy to powoduje, że Zastal ma pewny w tym czasie Final Four? Nikt nic nie wie. A tym czasem w „dolnej” ósemce nie wiadomo czy dokończone zostaną gry, gdyż cztery zespoły mają stan
finansowy wiadomo jaki… W dodatku nie ma ani jednej transmisji TV z meczów „dolnej” ósemki. A po co?
Po ostatnim wywiadzie p. Bachańskiego możemy go nazwać „Archimedesem polskiej koszykówki”. Bo po roku doszedł do odkrycia, że polska koszykówka potrzebuje sponsora, a nawet na niego zasługuje. Tak pięknie manipuluje informacjami o długach poprzedników, ucieka w spekulacje o tych długach, itd. A ja bym chciał zobaczyć sprawozdanie finansowe Zarządu za rządów Ludwiczuka. To by ucięło wszelkie spekulacje, bo p. Bachański przez cały czas
ukrywa się za tym, czego opinia publiczna nie widzi. Więc może musimy zwrócić się do IPN-u o odtajnienie tych informacji?
Zadziwia mnie spojrzenie biznesowe p. Bachańskiego na istniejącą sytuację w PZKosz, gdy mówi on o opłacie do FIBA - to jeszcze ponad milion zł za uczestnictwo w ME na Litwie. Połowę całej należnej kwoty spłacił wcześniej Ludwiczuk i właśnie ponad milion musi spłacić Bachański. Gdy p. Bachański mówi, że negocjuje wysokość tej kwoty, a nawet chce ją umorzyć, to mnie to wręcz
przeraża. Osiem państw musiało zapłacić takie kwoty i jedyna Polska nie musi? Brak słów, by to „biznesowe podejście” określić.
Kolejna rzecz: p. Bachański owszem spotkał się ze mną i z p. Jeklinem, ale nie w sprawach przyszłości koszykówki, bo w tych sprawach nie mam o czym z nimi rozmawiać, ale w kwestii tego, jak zdetronizować Ludwiczuka – chodziło tylko o te drobne głosiki, by zająć miejsce Ludwiczuka, zresztą gdy ten był Bachańskiego pracodawcą. I, jak myślę, objeżdżał całą Polskę i spotykał się i namawiał każdego. Swoją drogą, druga sprawa – dlaczego spotykał się ze
mną, trenerem? Są ludzie z klubu, itd., to po co ze mną?
Bachański może być oczywiście prezesem PZKosz i jednocześnie może też być wiceprezesem PLK. O tym już pisałem, o obsadzaniu stanowisk: w lidze żeńskiej, męskiej, wystarczy sprawdzić moje poprzednie wpisy. Za Ludwiczuka Bachański skarżył się, że jako wiceprezes nie może „rozwinąć się” w PLK bo jest „nad nim” Ludwiczuk (który był bezpłatnie w RN PLK), a teraz może
rozwinąć się bo jest „sam nad sobą” i za to jeszcze dostaje pensyjkę. Przypomnijmy sobie program nowego PZKosz – transparentność, przejrzystość, nowa jakość, itd... Chodzi o etykę zarządzania.
Czekam, kiedy będzie podsumowanie obecnego Zarządu z działalności z ponad już roku. Bo mam wrażenie, że oni nie zdają sobie sprawy gdzie siedzą i co robią. Przecież wg prawa cywilnego Zarząd ponosi odpowiedzialność osobistą (majątkiem). Wg moich wiadomości i wyliczeń długi
sięgają 5 – 6 mln zł. Bachański doszedł po roku do wniosku, że potrzebny jeden duży sponsor i dał sobie z Widomskim dwa lata by wyjść z długów. I po drugim roku możemy spodziewać się, że dojdzie do wniosku, że potrzeba jest dwóch – trzech mniejszych sponsorów? Za dwa lata to już będzie tak, że nie będzie potrzebna zmiana na stanowisku prezesa, bo trzeba będzie „zamknąć” całą dyscyplinę, a to dlatego, że dziś panowie sobie nie radzą. I żeby wyjść z tych długów to potrzebna jest ta wymieniona kwota i w dodatku by ruszyć koszykówkę do przodu też potrzebne są kolejne 3-4 mln , więc sponsorzy muszą dać ok. 10 mln. Ale Zarząd odpowiedzialność ponosić będzie tak czy owak, a panowie siedząc w Zarządzie może dojdą do wniosku, że w ten sposób stracą również własny majątek? I może panowie zainicjują jakieś odpowiednie ruchy, aby poprawić sytuację, a więc zmienić nieudolnego prezesa? Jak pisałem wcześniej, rządy
Ludwiczuka przy rządach Bachańskiego będą uznawali za eden.
Jestem ciekaw kiedy niezależni dziennikarze podsumują rządy nowego PZKosz. Z tego co widzimy to można stwierdzić tylko jedno: panowie dziennikarze, pseudo-dziennikarze, niektórzy właściciele niektórych portali internetowych zrobili jedynie „skok na kasę” pracując czy współpracując z PZKosz. Oczywiście, że teraz ciężko podsumowywać, bo jak siebie można
podsumowywać? Uważam, że największym problemem tego bałaganu jest p. Prezes Bachański. A właściwie brak prezesa. Ale „skok na kasę” się udał, choć śniadań już brak, a szkoda. Czekamy więc, jak w Biblii, na „ostatnią wieczerzę”.
Bachański chciał podać się z Widomskim do dymisji – to jedyna honorowa rzecz, która została temu człowiekowi.
Dziś odnośnik do tego, co pisze pan Korpolewski na swoim blogu. Pisze, że Pacesas dyskutuje jedynie o problemach męskiej koszykówki, męskiej reprezentacji, ligi, a nie pisze o kłopotach w żeńskim baskecie, w juniorach… Ja piszę jedynie o tym o czym wiem i o tym na czym, mam poczucie trochę się znam. To nie tak jak w koszykarskiej Polsce... Pan Korpolewski zna się na sporcie, na administracji, itd. Jeśli tylko zdobędę stosowną wiedzę – z pewnością podyskutujemy, bo też rozumiem, że przyszłość koszykówki to młodzieżowa koszykówka i przez to masowość.
Pan Korpolewski twierdzi, że gloryfikuję R. Ludwiczuka. A ja jedynie porównuję. Aktualnie została wybrana ekipa, która generuje nowe długi w Związku. Ludwiczuk spłacił już raz 6 mln zł. Najlepiej, by od zaraz do Związku ten Ludwiczuk wrócił i pospłacał ponownie długi. Dokonania w Polsce obu panów ująłem w zestawieniach i tabelach we wcześniejszych wpisach na blogu. A w Europie? Właściwie nie ma co porównywać Ludwiczuka i poliglotę Bachańskiego. „Niepoliglota” Ludwiczuk jest członkiem Zarządu FIBA Europe. Po drugie jest członkiem siedmioosobowego komitetu wykonawczego.
Jakiś czas temu, 16 i 17 listopada w Genewie, odbyło się posiedzenie Komisji Rozgrywek FIBA Word, której członkiem jest Ludwiczuk. Uczestniczyli w nim panowie Pałus, Bachański i Widomski (przypomnijmy, że w czasach przed Ludwiczukiem panowie pełnili m.in. funkcje odpowiednio: Prezesa PZKosz, Sekretarza PZKosz i Asystenta Dyrektora Biura PZKosz Bachańskiego). Nikt nie wie, dlaczego wybrali się aż we trzech – p. Bachański mógł przecież lecieć sam, bo należy oszczędzać, ale panowie polecieli sobie we trójkę. Spotkanie w Szwajcarii było jedynie kurtuazyjne. 18 listopada w Paryżu odbyło się spotkanie Zarządu FIBA Europe i tam oczywiście Ludwiczuk był. Wcześniej wymienieni panowie nie zostali zaś zaproszeni. Po tym prostym przykładzie widzimy, jaką rolę pełni w koszykarskiej Europie p. Ludwiczuk, a jaką wcześniej wspomniana ekipa.
Wiadomo, że „śniadaniowcy” nie będą opisywać roku rządów p. Bachańskiego. Ale zrobię to ja. W listopadzie było ok. 4mln długu, teraz jest luty i możemy sobie wyobrazić ile tego jest dziś. Szkoła trenerów zamknięta, SMS w Cetniewie funkcjonuje wiadomo jak – „uciekli” z niej trenerzy. Nie mówię o roli polskich zespołów w Europie, nie mówię o sytuacji w niektórych zespołach w TBL (powszechnie wiadomo o których), nie mówię o zarządzaniu żeńską ligą bo o tym już było, nie mówię po raz kolejny, że nie zapłacono reprezentantom i nie wiadomo czy zamierza się, nie mówię o tym, że na koniec roku na Gali Sportowca o koszykówce nawet nie wspomniano. PZKosz za Ludwiczuka organizował galę „Złoty Kosz” – dziś o tej imprezie musimy zapomnieć, pewnie na bardzo długo. Ale „skok na kasę” udał się – uważam że ciężko szukać kogoś winnego za ten bałagan, prócz Bachańskiego. Ponad 60% akcji w lidze to PZKosz i to PZKosz jest głównym problemem tak pięknej dyscypliny sportu, jaką jest koszykówka. A jest ona w Polsce bardzo zmarginalizowana. Nie widać światła na końcu tunelu i nie będzie go widać, dopóki ten człowiek będzie zajmować stanowisko Prezesa. Mocno podparł się dziennikarzami, ex-dziennikarzami, pseudo-dziennikarzami, którzy współpracują z PZKosz, z PLK i czerpią z tego finansową korzyść. Nie mogą więc komentować, że tu coś dzieje się nie tak. A już taki portal jak „polskikosz” to należałoby nazwać raczej „pzkosz.pl 2”, bo wiadomo kto jest właścicielami i redaktorami tej strony, kto prowadzi tam blogi, itd. Żeby dziennikarze byli tak konsekwentni wobec PZKosza i jego Prezesa, jak są konsekwentni wobec mnie i mojego zespołu to bym to zrozumiał, ale czasem zastanawiam się czy to co się dzieje to jest złośliwość czy to po prostu brak wiedzy, co świadczy po prostu o braku profesjonalizmu. W moim odczuciu dziennikarz powinien być obiektywny z każdej strony i w każdej sytuacji. Niejaki pan Pacuda, przyjaciel jednego z naszych koszykarzy, po dwóch meczach wygranych z Lietuvos Rytas i Olimpiją nie napisał nic o nas na swojej stronie, ale po kilku dniach, gdy przegraliśmy wysoko z Kazaniem (gdzie wyżej niż my przegrał Żalgiris i Olimpija), już po 20 min można było przeczytać artykuł, że ten mecz to była katastrofa. To jest zwykły przykład złośliwości, który „akceptuję”, rozumiem tych ludzi i życzę im sukcesów w ich „dziejach zawodowego dziennikarstwa”. Po każdym przegranym naszym meczu, czy to z Barceloną czy UNICSem mówiono, że to katastrofa, tragedia itd. Niewielu zaś chce spojrzeć, że choćby Maccabi Tel Aviv nie może wygrać od 3 lat z Barceloną, a Panathinaikos przegrywa z UNICsem u siebie.
Graliśmy mecz z warszawską Polonią przed rokiem. W stołecznej gazecie przeczytaliśmy wieczorem tekst, w którym p. Ł. Cegliński napisał, że zespół Asseco Prokomu nie ma żadnych przewag przed meczem z Polonią. No może oprócz R. Vardy na pozycji centra. A mecz skończył się tak, że Polonia ledwo rzuciła 40 pkt., wygraliśmy różnicą ponad 20 pkt., a Varda zdobył raptem 1pkt. (!). I to mamy odebrać jako wiedzę czy jej brak, czy też jako zwykłą ludzką złośliwość? Ten artykuł wywołał duży śmiech w naszym zespole, ale też staraliśmy się zrozumieć intencje pana eksperta i komentatora TBL Ł. Ceglińskiego. Ostatnio oglądałem mecz Turów - Trefl i znowu podziwiałem decyzję przyjaciela G. Bachańskiego, pana spod marki „Renault Megane”, za którego decyzje jest odpowiedzialny także przecież p. Bachański, bo to on „umieścił” go na tym stanowisku. Żal patrzeć, jak sędziuje Wiceprezes PLKK, „komisarzuje” Prezes PLKK i następnie oceniają się nawzajem. Wiadomo, że nie trzeba nawet pytać o te oceny. A tak żałosne sędziowanie rzadko zdarza się widzieć. Trefl tym razem wygrał, a pamiętamy, że gdy bardzo ważny mecz w Zgorzelcu sędziował p. Ziemblicki w półfinale zeszłego sezonu, przegrał. A teraz został skrzywdzony Turów, bo nie da się nie zauważyć, że choćby przy obronie J. Turka praktycznie na każdym zawodniku z piłką jest ewidentny faul, który rzadko był odgwizdywany. I dopóki ci panowie będą tak sędziowali, tak będzie w każdym przypadku. Uważam też, że komentujący mecz p. Mirosław Noculak tak bezwzględnie kibicuje Treflowi, że pomyłek sędziowskich nie zauważał. Miał nawet na ten temat zabawną konwersację z p. Sobczyńskim, który pokazał, że jest niezależnym i obiektywnym dziennikarzem.
Przeczytałem jakiś czas temu tekst na stronie PLK pt. „Liga kontraktowa na dobrej drodze”. To wywiad z p. Romańskim o dobrej sytuacji w PLK. Kolejny tekst z grona towarzystwa wzajemnej adoracji. Pan Adam Romański jest zatrudniony w PLK, współpracuje z Ligą jego brat. Może jeszcze zatrudnijmy Żonę i PLK będzie nie na dobrej drodze ale na autostradzie…
Pan Romański pracował, jak twierdzi, w wielu klubach jako dyrektor sportowy i rozumie sytuację w klubach. A czy ktoś zapytał o opinię w sprawie Jego pracy w tych klubach?
Twierdzi, że to dobrze, że kluby mają czas na budowę budżetów, składów – a po dwóch miesiącach sezonu kluby mają czas by uregulować zaległości i naprawić błędy. To kpina. Jeśli zespoły, które awansowały przed sezonem do PLK nie znalazły odpowiedniego zaplecza finansowego od zakończenia rozgrywek I ligi w maju do początków sezonu w PLK – teraz będzie im bardzo ciężko to nadrobić. Słyszymy, że Warszawa, Łódź potrzebują koszykówki. Ale potrzebuje też Szczecin, Ostrów Wlkp. itd. Przyjmijmy więc wszystkich.
Temat opłat i wpisowego do Ligi - czytamy wyliczenia, że kwoty wpisowego będą mniejsze, bo przecież kluby otrzymają nagrody. Ale nagrody otrzymają tylko 4 zespoły, a pozostałe 10 zostaje z niczym. A przecież startowe kwoty wpisowego są z założenia znaczne, a trzeba się jeszcze przyjrzeć kwotom opłat za zawodników, które są bardzo wysokie, kar.
Czytamy, że kluby polskie mogą rywalizować z klubami europejskimi o Polaków – jak można tak pisać? Szewczyk gra we Włoszech, Ignerski w Rosji, Lampe w Hiszpanii. Aby poważnie rywalizować z Europą o Polaków trzeba pieniędzy. A tymczasem kluby w Polsce bankrutują. Jak można pisać o takim stanie rzeczy, że jest dobrze? I pisze o tym Sportowy Dyrektor, który właściwie jest odpowiedzialny za nie wiadomo za co. Za TV, za PR, za weryfikowanie klubów, za regulamin, który właściwie jest bezużyteczny. Jest regulamin, są weryfikacje i można się w związku z tym pomylić z raz, ale nie aż w tylu przypadkach. Kluby spełniają wymogi zapisów regulaminu, ale tylko na początek sezonu, a później okazuje się, że w znacznej liczbie są finansowo w bardzo słabej kondycji. To mniej więcej tak, jakby trener Asseco Prokom mówił, że jest super, że gramy w Eurolidze bo mamy licencję „A” i mamy czas by wszystko poukładać. Za wszystko co w klubie związane ze sportem, za wyniki meczów, za styl gry odpowiada Pacesas. Nie wypieram się niczego, to ja za to odpowiadam bez względu na posiadaną przez klub licencję czy wysokość budżetu. A tymczasem kto i za co odpowiada w PLK?
W polskiej koszykówce jest dobrze? Pan W. Chomicz w żeńskim zespole Inei Poznań od 2006r do dziś jest członkiem Rady Nadzorczej, w 2008-09 był też w Radzie Nadzorczej męskiego PBG Basket. Teraz jest członkiem RN w PLKK i jednocześnie Wiceprezesem PZKosz oraz oczywiście komisarzem. Zabawne, że był komisarzem na meczach Inei: 26.11.11. z zespołem z Gorzowa Wlkp., 11.12.11. z zespołem z Polkowic. I to jest „dobrze” w polskiej koszykówce???
Przyjrzyjmy się, do czego zmierza poziom koszykówki w Polsce. Asseco Prokom bez awansu do Top 16, Turów – dwa mecze minimalnie wygrane w europejskich pucharach i nic więcej, Anwil nie przebrnął nawet przez eliminacje ligi VTB, Trefl spróbował pograć z mizernym skutkiem w zeszłym roku i nic więcej. Czy to jest dobry poziom koszykówki w Polsce? Mówienie, że jest dobrze to „kręcenie” ludzi, manipulacja. Tak naprawdę prawie nikt w Polsce nie chce grać w europejskich pucharach. A o klasie sportowej polskich zespołów na poziomie euroligowego Top 16 trzeba będzie w ogóle zapomnieć. Jeśli aktywność polskich klubów na arenie pucharów europejskich będzie na takim poziomie – trzeba będzie niedługo zapomnieć w ogóle o Eurolidze. Jeśli nie grasz w europejskich pucharach, to się nie promujesz, nie budujesz marki swojego zespołu w Europie. W związku z tym zawodnicy prezentujący choć zadowalający poziom sportowy nie będą chcieli zawierać kontraktów w Polsce. Jeśli nie ma w kasie klubu odpowiednich pieniędzy – nie ma jak „kupić” graczy, więc choć trzeba zaproponować grę w europejskich pucharach, by dać argument promocji, rozwoju, stawania na kolejnym szczeblu kariery. Lafayette, Motiejunas, Gee – to nieźli gracze, którzy nie zawarli by kontraktów w Gdyni, gdyby nie mieli możliwości wypromowania się w Eurolidze.
Pan Romański pisze, że PLK to średnia europejska liga. Spójrzmy: mamy ligi w Hiszpanii, Francji, Belgii, Niemczech, Włoszech, Rosji, Grecji, Turcji, na Litwie, Ukrainie... To już 10 lig i wszystkie lepsze. Jeśli piszemy, że to europejski średniak to możemy też porównywać się do Norwegii, Łotwy, Estonii, Czech, Danii, Szwajcarii, Szwecji. Jest Andora, Luxemburg… Porównując się do takich krajów jesteśmy w środku stawki. Sportowy Dyrektor od wszystkiego, więc także od PR nie może mówić, że jest źle, więc jesteśmy sobie europejskim średniakiem.
Trzeba powrócić do pytania, kto będzie nowym prezesem PZKosz. Pan Korpolewski i inni piszą, kto mógłby nim być. Bo przecież wybory i to jak najbardziej przyspieszone, są nieuchronne, bo widzimy co się dzieje. Może Ludwiczuk? Może zaangażowany w koszykówkę senator Person z Włocławka? Może któryś z Prezesów klubów, jak choćby Andrzej Twardowski, który potrafi znaleźć sponsorów, wyprowadził klub z długów, bo takich ludzi potrzebuje koszykówka, która tonie? A może ktoś spośród przedsiębiorców, którzy nie są zaangażowani w inne dyscypliny sportu i chcieliby wesprzeć koszykówkę? Bo przecież bez zaplecza politycznego i biznesowego funkcjonować się w dzisiejszym sporcie nie da.
Przeczytałem niedawny wywiad z Prezesem Bachańskim i mam wrażenie, że wróciłem do czasów komuny. Sekretarz Centralnego Komitetu Partii ogłasza jakie życie jest piękne i kolorowe. Że będziemy grali 1 na 1 i 3 na 3. Będziemy hip – hopować i stworzymy Nowy Związek: „PZKosz hip – hop 3 na 3”, bo to jest przyszłość. Myślę, że pan Bachański (mimo, że nosi okulary), jak patrzy na polską koszykówkę to widzi ją przez okulary 3D. Co najmniej. Bo to co dzieje się w Lidze, gdzie On jest wiceprezesem, człowiekowi odpowiedzialnemu nie pozwoliłoby tak mijać się z rzeczywistością. Liga zaraz będzie nazywać się nie „Tauron Basket Liga” ale „SOS Liga”. Panu Bachańskiemu to nie przeszkadza. Kibice czekają na odpowiedzi, dlaczego dopuszczone są takie kluby jak Politechnika, ŁKS, Siarka. Gdzie ta kontraktowa liga, zabezpieczenia finansowe i kto za to odpowiada, że po dwóch miesiącach może nie być w niej klubu? Czy najważniejsze było wpisowe? Przypomina mi się piosenka z czasów komuny: „Pust wsiegda budiet slonce pust wsiegda budiet niebo pust wsiegda budu ja”.
Gdy p. Bachański mówi o swoich zabezpieczeniach dla kadry narodowej i familijnym poczuciu powrotów zawodników do kadry, też mija się z rzeczywistością. Powtarza od zawsze, że jemu bardzo zależy na koszykówce, na reprezentacji, że chciałby całą tą naszą ukochaną dyscyplinę odbudować. Niedawno też powiedział, że ma zabezpieczenie finansowe dla trenera kadry i dla reprezentacji. Tylko, że fakty mówią co innego. Ano mówią to, że reprezentanci trzeci już miesiąc nie otrzymali tzw. „dniówek” – ok. 120zł netto za dzień ich pracy dla kadry narodowej. Po szybkich obliczeniach, jeśli gracze byli miesiąc lub dwa, to proszę sami porachujcie – otrzymujemy kwoty bliskie raptem od 3 do 6 tys. PLN na osobę. To w wyliczeniach na 15 – 20 osób w kadrze daje ok. 100-120 tys. PLN. Jak wiemy PZKosz „zabrał” z PLK 700tys. PLN. Wystarczyłaby mała część tych pieniędzy, by rozliczyć się z reprezentantami. Ale widzimy, że w Związku pod marką nowypzkosz.pl koszykarze są ostatni w kolejności i o ich ważności dla Związku już nie wspominam. A może niektórzy reprezentanci z przychylnych klubów są popłaceni? I jak można odebrać fakt, że po ostatnim meczu kadry p. Bachański, p. Widomski, p. Dyr. Sportowy, p. P. Kwiatkowski, rozmawiali z koszykarzami i namawiali do tego, by ci, gdy ktoś zapyta, mówili, że mamy w Związku nową jakość, że „tu” wszystko jest dobrze… Pozwólcie Panowie ocenić, co jest dobre a co złe, samym koszykarzom. A jaka to jest nowa jakość, to my już widzimy. Jak chce p. Bachański zaprosić koszykarzy do pracy w kadrze w następnych latach, gdy ci nie otrzymali swoich, niewielkich przecież, pieniędzy???
Oczywiście to „wina” poprzednich władz. Bo pan Bachański nie był wtedy we „władzach”, był „tylko” w zarządzie PZKosz i wiceprezesem PLK. I nie wiedział, że jest ogólnoświatowy kryzys finansowy, który trwa już co najmniej od dwóch lat. I właściwie najbardziej winny jest James Naismith, bo wymyślił koszykówkę. Poliglota Bachański, który opowiadał historię polskiej koszykówki na kolejnym śniadaniu, może w końcu i oskarży Naismitha, że ten wymyślił koszykówkę? Widzimy poprzez takie opowieści, jaka jest „wizja”, „plan” nowego PZKosz, który, uważam, musi jak najszybciej się skończyć.
Wracając do polskiej ligi: mamy kolejne mecze i kolejne afery: Mecz w Słupsku, podczas którego nikt nie zobaczył ewidentnego faulu polegającego na uderzeniu w twarz. Mecz Zastal – Trefl, po którym Prezes Zastalu wypowiedział się dla prasy, że będzie informować o nieprawidłowościach w czasie meczu i wypaczeniu wyniku. Policzcie czytelnicy i kibice , bo do mediów nie zwracam się, gdyż są na usługach p. Bachańskiego bywając na wspólnych śniadaniach, ile już było kontrowersyjnych meczów w tym sezonie. A to przecież dopiero początek sezonu.
Kontrowersji w meczach Tauron Basket Ligi jest wiele, ale p. Szpilewski nie „komisarzuje” w PLK. Jedynie tylko w PLKK. Dla świętego spokoju. I gdy występują podczas spotkań kontrowersje, mecze budzą niedobre w związku z tym emocje - on ich nie ogląda, nie analizuje „na żywo”. Próbujemy równać się do Euroligi – tam osoba odpowiedzialna za nadzór nad sędziami, we wtorki, środy, czwartki, spędza całe godziny na bieżąco analizując przebieg meczów Euroligi i Eurocupu, wysyłając swoje obserwacje natychmiast do sędziów. A może warto by zrezygnować z kilku złotych rezygnując z funkcji komisarza w PLKK, tak by poświęcić całą energię na analizowanie przebiegu meczów pełniąc odpowiedzialną funkcję szefa wydziału odpowiedzialnego za sędziów w męskiej lidze? A może to taki sygnał do klubów, że właściwie to po co pisać protesty, przecież i tak nikt na bieżąco nie patrzy na wydarzenia na boiskach PLK?
Kiedy panowie, którzy odpowiadają za wydział sędziowski, szczególnie p. Szpilewski i jego przełożony, p. Bachański, ex – sędzia , wezmą za to odpowiedzialność…
Pomińmy to. Musimy rozmawiać o tym, jak poprawić sytuację w polskiej koszykówce. Może warto zrobić oddzielną ligę? Kluby pomorskie, do tego Anwil, Zastal i Turów. I mielibyśmy chyba dość dobrego poziomu ligę, która powinna być prywatna. Nie płacimy za licencje zawodników, każdy klub ma swój udział w odpowiedniej ilości akcji, wybieramy władze, decyzje podejmujemy w demokratycznym głosowaniu przewagą głosów, ogłaszamy konkurs na Prezesa Ligi, na managerów, itd. Przestrzegamy, by kluby były realnie wypłacalne, a nie tylko „na papierze”. Liga jest otwarta i każdy profesjonalnie zarządzany klub spełniający wymogi może do niej dołączyć. Wymogi nie powinny być takie, których kluby nie mogłyby zrealizować. Jeśli w danej miejscowości nie może powstać hala na 5 czy 10 tys. ludzi, której i tak nie da się zapełnić, a do tego nikt nie jest w stanie dać od razu odpowiedniej kwoty aby ją wybudować, to po co tworzyć takie, nieco „sztuczne” wymogi. Liga może zupełnie funkcjonować z wpisowego, wiemy komu i za co płacimy i możemy wymagać (choćby opłat za sędziów, ich pobyty w hotelach, etc. co kluby teraz czynią same). Wybieramy demokratycznie wydział sędziowski i tego, kto ma za niego odpowiadać. Absolutnie to nie musi być sędzia czy komisarz. Powinno być jak w Ministerstwie Obrony czy MSWiA, gdzie ministrem jest cywil, a generałowie są urzędnikami, pracownikami i zajmują się wojskiem. Decyzje zaś podejmuje cywil. Jeśli wojskowych kontrolują wojskowi to nie ma transparentności i demokracji. Jeśli stworzymy dobrze zorganizowany organizm, nie potrzebujemy dużej ilości ludzi do zarządzania, rozszerzone biuro jest zbędne – no i mamy w związku z tym mniejsze koszty. Myślę też, że sponsorzy, którzy choćby teraz sponsorują ligę dużo chętniej sponsorowaliby taką profesjonalną, dobrze zarządzaną ligę niż to jest dziś z „kontraktową” ligą. Wedle mnie pomysł kontraktowej ligi zupełnie nie wypalił. Poziom rozgrywek spada i będzie spadał co roku. Wydaje mi się, że pomysł kontraktowej ligi był realizowany tylko po to, by niektóre przychylne kluby miały szansę zagrać w Ekstraklasie nie spadając. Moim zdaniem co najmniej trzy, cztery zespoły nie powinny na dziś grać w lidze. No ale zapłaciły wpisowe i to było najważniejsze. Nieważne czy teraz spełniają warunki, czy popłaciły długi, czy teraz płacą, czy podpisane ugody z wierzycielami są realizowane czy nie, czy minimalne budżety są realizowane, czy są tylko na papierze. Analizując sytuację dojdziemy do wniosku, że w lidze powinno być osiem, dziesięć zespołów, które są w tych ciężkich czasach zarządzane jak to możliwe najbardziej profesjonalnie. Bo przecież już słyszymy, że w „kontraktowej” lidze niektóre kluby chcą się pozbywać obcokrajowców. A to dopiero dobiega końca pierwsza runda pierwszego etapu rozgrywek. Możemy sobie tylko wyobrazić co będzie w lutym, w marcu czy kwietniu. Nie można cieszyć się, że gra dużo Polaków, gdyż grają w słabej lidze. W rzeczywistości to nie daje nic ani im, ani kadrze ani kibicom. Taka rzeczywistość i obraz gier w polskiej lidze polskim graczom nic nie daje. Jak poprawić sytuację w lidze czy w PZKosz, mogliśmy wyciągnąć z najprostszego przykładu, który miał miejsce gdy do Polski przyjechał na spotkanie przedstawiciel ligi niemieckiej, na którym chciał wytłumaczyć i pokazać jak pracuje się profesjonalnie i robi się koszykówkę w niemieckiej Bundeslidze. Na spotkanie przyjechał jednak zaledwie jeden (!) przedstawiciel jednego klubu. Między ligą polską i niemiecką mamy różnicę całych lat rozwoju. To dziś jedna z najmocniejszych i najlepiej zarządzanych lig w Europie. Oni mieli swego czasu wiele trudności, ale pokazali jak je pokonać i uważam lepiej jest uczyć się od sąsiadów, którzy wiedzą jak dobrze pracować, niż tkwić w przeświadczeniu, że jest się najlepszym.
Będę namawiał prezesów klubów by obecną władzę pożegnać, nie musimy bowiem jej utrzymywać ze swoich pieniędzy i nic z tego nie mieć. To jest, uważam, jedyna właściwa droga. I apeluję do kibiców by zakładali stowarzyszenia, potrzebnych jest jedynie 15 członków założycieli. Pasjonaci muszą zdominować ten piękny sport, jakim jest koszykówka, muszą przejmować okręgowe związki. Pracować w koszykówce muszą ci, którym na niej zależy.
Ciekaw jestem czy media przychylne za parówkę i jajecznicę na maśle zaczną o tym wszystkim pisać. „Niezależne” media, uważam, zdominowała jajecznica na maśle…
A prawdziwy skandal to jest następująca sytuacja:
Wrocław, ul. Deszczowa.
Duża działka, duży dom. Dom „podzielony” na pół. Nr 58 – siedziba PLKK, nr 56 – Wiesław Zych
PLKK za wynajem pomieszczeń płaci ok. 35.000zł za rok. Do tego dochodzą rachunki za prąd, gaz, za ochronę. Z czysto ludzkiej ciekawości chciałbym wiedzieć, jak to rzeczywiście wygląda, kto komu płaci i jakie są dokładne wartości przelewów.
Lecz czego chcieć, jeśli w ostatnich wyborach do władz PZKosz pan Zych, pan Ziemblicki, ich pracownica z biura, radca prawny z PLKK byli uczestnikami głosowania, a przecież wiemy, że ligi i ich pracownicy nie mogą głosować, gdyż nie mają prawa głosu. Tutaj odbyło się to tak, że kilka klubów takich jak CCC Polkowice, MKS Leszno, czy Row Rybnik przekazały swoje głosy pracownikom PLKK. Ciekaw jestem, czy to stało się dobrowolnie, czy pod presją? Jak wiemy, po wyborach, jeden z pracowników PLKK, pan Ziemblicki został członkiem Zarządu PZKosz. Rodzi się naturalną koleją rzeczy pytanie: czy te osoby mogły głosować z punktu widzenia moralności, czy miały etyczne prawo głosować w imieniu pewnych klubów i jak teraz się czują przedstawiciele pozostałych klubów? Pan Zych jest Prezesem, współwłaścicielem Ligi, wynajmuje jej biuro, jest komisarzem i głosował w wyborach w imieniu części klubów. Czy to nie jest łamanie norm moralnych, normalnych zasad postępowania w strukturach zarządzania i czy to nie jest konflikt interesów? I oczywiście p. Bachański z tym nic nie zrobi, bo obyło się prawidłowe głosowanie…
Panie Bachański, czekamy na Pańską dymisję.
Przy okazji chciałbym wszystkich kibiców, którzy popierają moje myśli, zaprosić na profil mojego bloga na Facebooku - ZOBACZ
Każda kolejka w PLK – mała afera w sprawie sędziowania.
Mecz Śląska Wrocław z Energą Czarnymi Słupsk. W jednej z akcji zawodnik Energii rzuca w kierunku kosza, zaś gracz Śląska łapie za obręcz kosza. Nie ma w tej akcji punktów dla Słupszczan, a reakcja ich trenera jest jednoznaczna. Trener Czarnych otrzymuje jednak przewinienie techniczne, a cała sytuacja ma wpływ na przebieg meczu.
Mecz Siarka – Anwil. Czy będący przedmiotem dyskusji rzut był w czasie, czy nie to zupełnie inna sprawa. Jednak „komentator” i Dyrektor Sportowy Ligi pozwala panom sędziom na analizę sytuacji na podglądzie w TV PLK (!). A teraz jego pracodawca będzie wydawać werdykt w sprawie, na którą on zezwolił.
Trefl – Turów. Sędziowie nie wiedzieli, kto miał zacząć III kwartę. Ale w dzisiejszej koszykówce granej w PLK nie ma tak naprawdę znaczenia, kto powinien rozpocząć kwartę… Poza tym w końcówce meczu nastąpiło ewidentne przewinienie Johna Turka przy rzucie Daniela Kickerta. Po naradzie sędzia główny, p. Ziemblicki, pokazuje „piłkę z boku” i to kosztuje Turów, w ogólnym rozliczeniu, porażkę.
Ale czego chcieć, jeśli przewodniczącym wydziału sędziowskiego jest p. Szpilewski, sędzia międzynarodowy, który zasłynął z wyjątkowej pasji do samochodów marki Renault Megane. Prezesem Związku zaś jest kolejny były sędzia, p. Bachański, więc sędziowie mogą czuć się bezkarni, co nie miało miejsca przy p. Ludwiczuku.
Pan Romański pisze felieton w piśmie MVP o sędziach. Jak może zabierać głos w takiej sprawie, jeśli on nie mógł być nawet drugoligowym sędzią? Kabaret. To tak jakby TVN CNBC Bussines posadził w swym studio jako eksperta od doradzania w bussinesie kogoś, kto jest bankrutem. Ale w bussinesie takich mechanizmów nie ma, a w PLK i polskiej koszykówce, okazuje się, są. PLK mnie ukarało, a jeszcze przed tym jak otrzymałem decyzję w sprawie, informacja o tym została przez p. Romańskiego umieszczona w internecie. Natomiast nie ma do teraz informacji, że się odwołałem. Jak to więc jest? Druga strona sporu jest ignorowana?
P. Romański odnosi się do sytuacji w Eurolidze i NBA, gdzie nie można omawiać tematyki związanej z sędziami. Zgoda. Ale te ligi płacą sędziom – są wydziały obejmujące opieką profesjonalnych sędziów. U nas jest inaczej. Kluby płacą sędziom i komisarzom, w każdej niemal kolejce są afery i to bez względu na to z udziałem jakiego klubu, o czym wspomniałem na początku. Jestem ciekaw, czy jeśli p. Romański pójdzie do sklepu i kupi raz przeterminowany twaróg, później znowu i kolejny, to czy zapyta dlaczego tak jest? A może regulamin sklepu na to nie pozwoli? No ale jestem przekonany, że w końcu zapyta albo po prostu pójdzie do innego sklepu. Jestem ciekaw, jakby skomentował taką sytuację, skoro przecież jest „alfą i omegą” komentując mecze nie tylko koszykówki ale i siatkówki (zbliża się zima to może pokomentuje nam łyżwiarstwo figurowe). Z mojego punktu widzenia, lepiej by było, gdyby bogata PLK nie płaciła do PZKosz, tylko by poświęciła te środki na opłacanie sędziów i komisarzy. Wówczas kluby miałyby zupełnie mniejsze prawo komentować sprawy dotyczące sędziów, którzy byliby opłacani niezależnie przez Ligę czy Związek i solidnie oceniani przez niezależny organ. Romański, jako pracownik PLK i nieudany sędzia nie ma moim zdaniem prawa się wypowiadać w takich kwestiach, a to, że we wspominanym wcześniej meczu pozwolił na to na co pozwolił, wedle mnie zupełnie go z takiej dyskusji dyskwalifikuje.
Chcę tutaj też poruszyć najbardziej kontrowersyjną sytuację wedle mnie w koszykówce kobiet. Pan Wiesław Zych jest jednocześnie komisarzem, Prezesem PLKK S.A. i właścicielem PLKK S.A. Ma mianowicie 1% akcji spółki. Pytanie: dlaczego tylko 1%, a nie 5 czy 10%? Dlaczego on, a nie trener, koszykarka? Powstaje pytanie: jak to możliwe? Jak to możliwe, że komisarz, jednocześnie Prezes Ligi ma jednoosobowo 1% jej akcji? Kluby wraz z PZKosz mają 49% akcji, sponsor Ligi 50% akcji i „złotą akcję”, najważniejszy procent ma p. Wiesław Zych. Z jakiej to racji?
Rozumiem, że można obciążyć p. Ludwiczuka, że to za jego kadencji doszło do takiej sytuacji, ale przecież nowy PZKosz to porządek, transparentność i wszelkie inne hasła z nowypzkosz.pl , a jednak cały czas pozwala się na takie sprawy. Kluby nie mają nic do powiedzenia, a p. Zych + Sponsor mają 51% akcji Ligi. Kluby nie mogą nic przegłosować, nie mają na nic wpływu. Jak to tłumaczyć? Nie można przecież w Związku tłumaczyć, że o tym zapomnieliśmy, czy o tym nie wiemy. Taka sytuacja to rzecz paradoksalna. Prezesem Ligi jest współwłaściciel Ligi. Jednocześnie jest też komisarzem meczów, za wiceprezesa ma pana sędziego Ziemblickiego, który pracuje wiemy jak i ile. Kluby zaś muszą grać, bo nie mają wyjścia. Prosimy, by p. Bachański zabrał głos i wytłumaczył jak to możliwe? Nie wyobrażam sobie sytuacji, by trener czy gracz miał wraz ze sponsorem 51% akcji Ligi i miał w niej jednocześnie grać czy trenować, ale w światku sędziów i komisarzy to możliwe. Zadawałem już pytanie, na jakiej zasadzie i na podstawie jak sformułowanej umowy pracuje p. Ziemblicki, mając tak intensywne wyjazdy pracując jako sędzia. A tu echo…
Jak widzimy tak w PLK jak i w PLKK kluby służą garstce ludzi, którzy nie pracują dla koszykówki, a to koszykówka pracuje dla nich.
Ewidentnie widzimy jak ignorowane są kluby. Większość klubów nie popierało kandydatury p. A. Romańskiego na Dyrektora Sportowego PLK. Jednak „władzom” PLK to wszystko jedno. W dodatku „komentuje” on sobie mecze PLK. Ignorancja wobec woli klubów sięgnęła szczytu, gdy prezesi klubów podpisali się pod pismem, gdzie byli przychylni grze Polonii Warszawa w bieżącym sezonie w PLK, ale „władze” odmówiły. To paradoks – przecież prezesi klubów ligowych mogli domagać się tego. Ok, Polonia miała długi. Ale przecież inne kluby także nie popłaciły zaległości, miały jedynie popodpisywane ugody z wierzycielami. Trenerzy, gracze to wiedzą, takich faktów nie da się przecież ukryć w tak małym światku koszykarskim. Dlaczego więc „władze” są przychylne jednym klubom, a innym nie?? To dokładnie wypracowany system by „dzielić i rządzić”. Prezesi klubów są nie tak silni jak powinni być, mamy „ustępstwa” w regulaminach, ale może przyjść p. Jakubowski czy p. Bachański i powiedzieć, że jeden czy drugi nie może grać w lidze, bo nie spełnia takich czy innych warunków: nie ma odpowiedniej hali, krzesełek, światła czy nie realizuje innych wymogów regulaminu…
Muszę przeprosić czytelników. Przepraszam, że podałem nieprecyzyjną kwotę, twierdząc, że PZKosz ma ok. 3 mln długu. Okazuje się, że Związek ma ok. 4 mln PLN długu. Chodzą słuchy, że p. Bachański rozmawia z firmami, ale już nawet nie walczy o sponsoring dla PZKosz, a choćby o pożyczkę. Ale musimy przecież pamiętać, że pożyczka ma to do siebie, że trzeba ją oddać. Intencje są ewidentne – co zrobić i jak, by przetrwać jeszcze miesiąc, dwa, zapłacić osobom umieszczonym przez siebie na stanowiskach.
Jak pisał Ł. Cegliński, oni są dobrze zorganizowani. Ale w moim mniemaniu w dzieleniu się stanowiskami i pensjami. A później niech przyjdzie ktoś inny i te długi spłaci. Jak wspomniałem, wiemy, że pożyczki trzeba spłacać i to z odsetkami, a jeśli Prezes PZKosz dba jedynie o choć jeszcze jedną pensję dla swoich, to to według mnie nie jest nowypzkosz.pl, a właściwie stary, stary PZKosz. Jeszcze „przedludwiczukowski”. Pan Bachański z pewnością go pamięta. Chcę tutaj wspomnieć o sytuacji we Francji sprzed wieków: Robespierre zmajstrował rewolucję, a później jego kuple go zgilotynowali. Mieli wolność i rewolucję, ale nie mieli co jeść. P. Bachański jest zmuszony walczyć o pensje swoich ludzi, ale rosnące długi wciąż ciążą, sytuacja staje się coraz gorsza, bardzo złe czasy bezpardonowo się zbliżają. Jeśli by p. Bachański miał honor - sam by odszedł. I czekamy na to.
Przyznam, że już myślałem, że ten odcinek mojego bloga będzie poświęcony rozważaniom o naprawie sytuacji. Ale wydarzenia z każdej właściwie kolejki PLK nie pozwalają podjąć o tym merytorycznej dyskusji. Taką dyskusję próbują podjąć niektórzy prezesi klubów, niektórzy niezależni dziennikarze, zapewne i kibice. Dostaję w kwestii mojego pisania telefony od osób związanych z ligą kobiet, z klubów PLK, od osób tworzących koszykówkę od podstaw we wszelkich „minikoszykówkach”. O podjętym przeze mnie problemie głośno było za granicą - pisały media w Serbii, Francji, mówi się o sprawie na Litwie. Jestem zdziwiony, że w Polsce w mediach piszących o koszykówce problemy przeze mnie poruszane są traktowane jako drugoplanowe. Także PZKosz, PLK i PLKK w żaden sposób nie odnoszą się do merytorycznych kwestii przeze mnie poruszanych. Mam nadzieję, że po otrzymaniu ode mnie stosownego pisma, zareaguje Pani Minister Sportu i Turystyki, a wówczas wspomniane instytucje będą musiały do opisanych tam problemów się odnieść.
Przy okazji chciałbym wszystkich kibiców, którzy popierają moje myśli, zaprosić na profil mojego bloga na Facebooku - ZOBACZ
Tak, jak obiecałem, po powrocie z Białorusi mam kolejne doświadczenia, którymi chcę się podzielić. Otóż, po wyjściu z lotniska w Mińsku spotkał nas manager klubu – człowiek, który jest jednocześnie sędzią w lidze białoruskiej. Zapytaliśmy więc: „Jak możesz pracować w klubie i jednocześnie sędziować?” A on na to: „Ale ja nie sędziuję swoim, a tylko naszym ligowym przeciwnikom”. Jest to sytuacja nam dobrze znana i niejako podobna (vide: Z. Szpilewski – w poprzednim sezonie członek Rady Nadzorczej PBG Basket oraz komisarz meczów PLK). Widać, w tego rodzaju sprawach jesteśmy na równo z naszymi sąsiadami ze wschodu.
Chociaż patrząc, jak zachowuje się główny urzędnik PZKosz, p. Grzegorz Bachański, taka sytuacja nie może dziwić nikogo, bo On nadal jest szefem sam sobie: rządząc w PZKosz współszefuje PLK, skąd to pobiera wynagrodzenie.
I właśnie sprawa, którą chciałem poruszyć to łączenie stanowisk. Spójrzmy na p. Ziemblickiego: to wiceprezes PLKK oraz sędzia. Proszę sobie wyobrazić, jak odbywa się Jego praca na tych stanowiskach: Pan Ziemblicki jest sędzią euroligowym, sędziuje również w PLK i PLKK. Nasz zespół również gra w Eurolidze i doskonale wiemy jak wygląda w związku z tym logistyka. We wtorek wyjeżdżamy jeszcze w nocy lub wcześnie rano, w środę gramy mecz, w czwartek wracamy, najczęściej późnym wieczorem. W weekend również mamy mecze, więc jedziemy w piątek, w sobotę gramy, w niedzielę wracamy. To, że pan Ziemblicki sędziuje w polskiej lidze mężczyzn i kobiet, to jest ok. Ale powstaje pytanie: ile czasu pracuje jako wiceprezes PLKK? Wygląda na to, że może poświęcić poniedziałek i w najlepszym przypadku jeszcze jeden dzień w środku tygodnia. To proszę obliczcie sobie ile ten pan pracuje miesięcznie jako wiceprezes ligi. Oczywiście ciekawe by było dowiedzieć się, czy otrzymuje pensję miesięczną czy dniówki? Znając dobre wyniki PLKK chciałbym dowiedzieć się jak jest premiowany? Czy otrzymuje bonusy za dobrą pracę? No ale to nie musi dziwić sympatyków koszykówki, bo w naszym skromnym środowisku jest to rzecz normalna i trzeba podchodzić do sprawy ze zrozumieniem. Ostatnie mecze PLK i niedawny mecz Energii Katarzynek Toruń z zespołem z Gorzowa Wlkp. pokazują jak dobrze sobie radzimy z tymi problemami. Za kontrowersyjne mecze odpowiedzialny jest wydział sędziowski PLK, którym kieruje p. Szpilewski. Wcześniej p. Szpilewski zatrudniony był w PBG Poznań. A jak wyglądały sprawy w Poznaniu przed wyborami? Eugeniusz Kijewski, jeden z najsłynniejszych i, mimo różnych zdań różnych osób, mający na swym koncie najwięcej osiągnięć w Polsce jako trener reprezentacji Polski i jako trener różnych klubów, apelował, by głosować w wyborach na R. Ludwiczuka. Ale panowie komisarze mieli inne zdanie. I dziś widzimy, kto został Prezesem PZKosz. Głos graczy i trenerów w ogóle nie liczy się w dzisiejszej koszykówce w Polsce.
Jak mówią: „Nie ma przyszłości bez przeszłości”. Krótko mówiąc: nie możemy iść do przodu nie poznawszy swojej przeszłości. A przeszłość jest taka: pan Bachański, to niegdysiejszy sędzia i Sekretarz Generalny PZKosz oraz Dyrektor Biura. Co wówczas robił? Pracował tak dzielnie z panem Prezesem Pałusem, że po objęciu funkcji Prezesa przez p. Ludwiczuka okazało się, że w Związku jest ok. 6 mln PLN długów. Ale w nowych wyborach cała koszykarska Polska na to nie patrzyła, bo była zaczarowana przez Bachańskiego jego kulturą osobistą i zrobiła błąd taki, którego na szczęście nie zrobiło polskie społeczeństwo w wyborach parlamentarnych, mianowicie pozwoliła wrócić do władzy temu, który wcześniej spowodował kryzys i problemy.
Można wszystko mówić o Ludwiczuku: że jest niezdolny, niekulturalny, można go nie lubić, ale nie można powiedzieć, że jego PZKosz funkcjonował źle. Aby nie polemizować najlepiej posłużyć się kilkoma faktami:
|
p. Bachański |
p. Ludwiczuk |
|
Współtwórca wygenerowania długu na ok. 6 mln PLN |
Musiał spłacić wszystkie długi swoich poprzedników |
|
Wpisowe od klubów 100.000 pomniejszane o zniżki |
Wpisowe do PLK od klubów po 50.000 za sezon /w dwóch ratach/ |
|
Opłaty za obcokrajowców: 4 i 5 zawodnik po 5.000PLN, 6 zawodnik 30. lub 35.000PLN, 7 – 35.000PLN, 8 – 40.000PLN, 9 – 45.000PLN, 10 i kolejny – 50.000PLN |
Opłaty za obcokrajowców dopiero od 7 lub 8 zawodnika /10.000PLN/ oraz 30.000PLN za każdego kolejnego |
|
700.000 PLN z PLK do PZKosz |
200.000 PLN z PLK do PZKosz |
|
Pobiera pensję w PLK |
Nie brał wynagrodzenia z PLK |
|
Nie pozyskał właściwie żadnego sponsora |
Pozyskał sponsorów dla PZKosz i PLK |
Można mówić, tak jak piszą niektórzy dziennikarze, że Ludwiczuk mizernie sprawował swą funkcję w PZKosz. Mistrzostwa Europy jakie odbyły się na Litwie w tym roku były największym koszykarskim wydarzeniem przez lata, a to dlatego, że ostatnie odbyły się w moim kraju w 1939r. Prócz braku sukcesu sportowego społeczność koszykarska odczuła tą imprezę jako sukces. W Polsce ostatnie ME odbyły się we Wrocławiu w 1963r., kadra narodowa ostatni raz grała na ME przed Ludwiczukiem w Hiszpanii w 1997r. i dopiero po 10 latach awansowała na ME dzięki „nieudolnemu” Prezesowi. Jest to duży sukces polskiej koszykówki. Uważam też, że do krytyki Ludwiczuka za to, że lepiej czy gorzej, zrobił w Polsce poprzednie mistrzostwa Europy nie ma podstaw. No bo wyobraźcie sobie, że zaczynamy krytykować władze piłkarskie za to, że chcą zorganizować mistrzostwa Europy. Nie wiemy, jaki będzie wynik tych mistrzostw, ale sama organizacja tej imprezy będzie dużym osiągnięciem dla dyscypliny. A przypomnijmy, że Ludwiczuk potrafił jeszcze zarobić na mistrzostwach Europy.
W następnej kolejności pozostały do zorganizowania w Polsce ME kobiet. Bachański dostał wszystko niejako „na talerzu”- wygrywając w styczniu wybory, do czerwca, przez całe cztery miesiące swej intensywnej pracy nie potrafił tego wykorzystać dla Związku i dyscypliny. Można oczywiście mówić, że np. miasta - gospodarze obniżyły pierwotnie zakładane kwoty opłat, ale nie można mówić, że mając pomysły, plan, strategię, nie można na ME przyciągnąć sponsorów i kibiców. Tym bardziej, że żeńska koszykówka ma np. 3 ekipy w Eurolidze.
Za czasów Ludwiczuka wszystkie reprezentacje Polski (oprócz U-20) awansowały do grupy A, co jest z pewnością konsekwencją działań ludzi p. Ludwiczuka, które to musiały być podjęte po rządach Prezesa Pałusa i p. Bachańskkiego.
Jak zachowują się firmy w czasie kryzysu?
Przede wszystkim następuje cięcie kosztów. Czy w tych czasach w warszawskich władzach jakieś stanowiska połączono, czy też „obcięto” by odciążyć PZKosz czy PLK z kosztów? Oprócz tego, że robi się śniadania dla dziennikarzy i spotkania z niektórymi prezesami, na których rozmawia się o krytycznej sytuacji w polskiej koszykówce – dalej niewiele się dzieje. Samo mówienie, że mamy zaraz mieć sponsora, mamy kogoś „na oku”, doprowadza w prostej linii do bankructwa. Bachański dobrze wiedział, jaka jest sytuacja finansowa PZKosz: przecież on sam był członkiem Zarządu PZKosz, a pan Wojciech Chomicz był za Ludwiczuka w komisji ds. finansowych oraz był wiceprezesem Zarządu PZKosz. Teraz, za Bachańskiego, jest w tej samej roli i dokładnie w czasie wyborów wiedział o sytuacji i zagrożeniach. Tak więc widzimy, do czego doprowadza brak planu, jakiejkolwiek strategii naprawy sytuacji – dzisiejszy dług wynosi ok. 3 mln PLN. I ten dług ma to do siebie, że nie zmniejsza się, a rośnie.
W firmie, jak wiemy, najważniejsze są kadry, ludzie, którzy w niej pracują. Zerknijmy, jacy ludzie są zatrudnieni w warszawskich władzach koszykarskich. Wymieńmy pracującego w PLK Dyrektora Sportowego – p. Adama Romańskiego. W przypadku tego pana można postawić pytanie: „I kim to ja sobie nie byłem?” Najpierw chciałem być drugoligowym sędzią – nie dałem rady. Potem byłem niby dziennikarzem, komentatorem sportowym. Następnie byłem dyrektorem sportowym w jednym klubie, w drugim (Czarni Słupsk, Znicz Jarosław), później starałem się być agentem sportowym, a na końcu mnie docenili i stałem się dyrektorem sportowym ligi PLK S.A. W biznesie jak ktoś nie radzi sobie kierując firmą, nikt jemu nie pozwala kierować koncernem, ale w PLK nie patrzy się na reguły biznesu. I właśnie takimi to ludźmi otaczają się panowie Bachański i Jakubowski.
Pan Bachański ogłasza, że chce wyjść z długów w ciągu 2 lat. Jeśli teraz po 9 miesiącach rządów Bachańskiego mamy ok. 3 mln PLN długu to ile będzie za 2 lata? Mam poczucie, że za chwilę rządzenie Ludwiczuka będziemy wspominać jako złote czasy dla polskiej koszykówki. Znając wynik wyborów (Ludwiczuk 99 głosów, Bachański 129 głosów delegatów) mówimy o różnicy głosów nieco ponad 10%. I patrząc na to, chyba nie było to aż tak, jak pisał przy każdej okazji p. Ł. Cegliński, że Ludwiczuk MUSI odejść. Wielu ludzi w okręgowych związkach, okazuje się, popierało Jego działania. Teraz też słychać wiele głosów, że za Jego czasów było o wiele lepiej pod każdym względem. Myślę więc, że wielu ludzi w okręgach rozczarowało się Bachańskim. Wydaje mi się, że wielu ludzi dało się „zbajerować” przez medialny nacisk, a Bachański wykorzystał go perfekcyjnie i to właśnie doprowadziło do sytuacji, jaką właśnie mamy teraz. I może dlatego właśnie teraz są robione cykliczne śniadanka, ale ja oczekuję od niezależnych mediów realnej oceny sytuacji, a nie zadawania pytań, dlaczego ja odważyłem się mówić o problemach sędziów, PZKosz, PLK. Niektórzy dziennikarze pytają: „Dlaczego?”, a nie walczą z podstawą problemu.
A co do śniadania – też przeczytałem blog p. Ł. Ceglińskiego i chciałbym, by sprecyzował zapis ostatniego akapitu tekstu „Śniadanie u Bachańskiego”: „Przedłużające się śniadanie zamieniło się niemal w obiad, więc obrady zakończono. Spotkania mają być cykliczne i bardzo dobrze. Nic z nich nie wynika, część deklaracji czy stwierdzeń to pewien kanon dla prezesów wszelakich (kto słuchał Janusza Wierzbowskiego i Romana Ludwiczuka, ten wie), ale świetnie, że związek i liga otwierają się na dyskusję, w której wyjaśniają, ale też słuchają.” Zaznaczam sprzeczność: to bardzo dobrze i nic nie wynika?? Z tego spotkania na pewno wynika, że jesteście Panowie najedzeni J , bo jak pan napisał: „Początek śniadania zdominowała jajecznica, bekon, kiełbaski, sok pomarańczowy (…)” A czy panowie dziennikarze zadali pytanie panom prezesom, kto, jeśli jest taka a nie inna sytuacja finansowa, zapłacił za to śniadanie? A może opłaciło by się panom prezesom zaprosić na śniadanie firmy, potencjalnych sponsorów, by zachęcić, zainicjować ludzi do sponsorowania koszykówki. Marcin Gortat jest bardzo medialny, Andrzej Pluta, Dominik Tomczyk, Maciej Zieliński właśnie skończyli kariery i wszyscy interesujący się koszykówką doskonale ich znają – może spotkania w takim gronie dały by jakiś efekt?
Wracając do PLK, chciałem przypomnieć, że liga to spółka klubów. Firma Tauron daje w związku z umową sponsorską ok. 2,5mln PLN, firma Fortuna ok. 300tys. PLN, firma Intermarche ok. 170tys. PLN, jest Investgaz . Nietrudno policzyć, że budżet biura PLK , bo inaczej nie można tego nazwać, jeśli dodać wpisowe (po kilkadziesiąt tysięcy od każdego z klubów), kary, opłaty, wynosi ok. 4mln PLN. Z tej kwoty żaden z klubów nie ma nic. Czy pozyskując pieniądze, bo pieniądze są pozyskiwane w imieniu i głównie za pośrednictwem klubowych płaszczyzn reklamowych, kluby nie mają prawa dostać coś w zamian? Czy musimy płacić za komisarzy, sędziów, za ich hotele? Czy nie mamy pełnego prawa, w ramach transparentności, do wiedzy o pracownikach PLK, o tym kto ile zarabia? Przecież to wszystko transparentność – patrz: nowypzkosz.pl. Wiemy, że p. Jakubowski zarabia ok. 20tys. PLN, p. Bachański ok. 12tys. PLN, do tego prawnik, dyrektor sportowy, dział marketingu, asystentki, księgowe, itd. Zadajmy pytanie: czy nie lepiej te pieniądze podzielić między kluby? Czy nie lepiej by było wynająć profesjonalnego managera z profesjonalnej firmy i wszystko będzie dużo lepiej działało? Czy nie lepiej te pieniądze przeznaczyć na obowiązkowe szkolenie dzieci i młodzieży, trenerów zespołów, składy rezerw? Bo to kluby są same z siebie wartością koszykarską, która to wartość łączy się w koszykarską ligę. I z tej wartości korzysta biuro PLK ( - 700tys. PLN opłaty w tym roku do PZKosz). Liga jest zorganizowana na wzór NBA, ale to jest Polska a nie USA. W tej chwili w NBA trwa lokaut. Dlaczego? Dlatego, że strony nie mogą dogadać się w kwestii podziału zysków. Komisarz Ligi - David Stern reprezentuje prezesów, właścicieli klubów. W Polsce takimi reprezentantami są panowie Bachański, Jakubowski, Szpilewski i nie ma kwestii podziału zysków, bo on cały pozostaje do dyspozycji tych panów.
Stąd moje pytanie: czy prezesi klubów długo jeszcze będą potulnie patrzeć na tą sytuację, gdzie kluby służą PZKoszowi i biuru PLK, a nie odwrotnie? Bo to kluby w zasadzie tworzą miejsca pracy dla tych panów. Pan Bachański powtarza, że może odsprzedać 30% akcji PLK należących do PZKosz. Ale powstaje pytanie: kto rozsądny może to kupić, jeśli p. Bachański ma prawo w następnej kolejności spółce PLK odebrać licencję na prowadzenie rozgrywek?
Panowie starają się mi zamknąć usta regulaminem, karami, od których będę odwoływać się i rozpatruję z prawnikiem drogę sądową. Czekam na nowego Ministra Sportu, do którego zamierzam wysłać te wszystkie informacje. Jak czują się pan Bachański i pan Jakubowski, którzy mówią o regulaminach, a pan Bachański objeżdżał Polskę przed wyborami i namawiał do głosowania przeciwko swojemu ówczesnemu pracodawcy – Ludwiczukowi? Trener klubu uczestniczącego w rozgrywkach nie może mówić o problemach, podjąć dyskusji, polemiki, gdyż PLK straszy karami, mimo, że nie jest nawet pracodawcą, a jeszcze niedawno pan Bachański występował przeciwko swemu pracodawcy i nic złego go w związku z tym nie spotkało.
Moja propozycja dla p. Bachańskiego jest taka, by podał się do dymisji, dopóki jest jeszcze czas by to wszystko jakoś poukładać. Jeśli tego nie zrobi cały PZKosz będzie mógł włączyć piosenkę lubianego przeze mnie zespołu Zakopower, śpiewającego: „Pójdę boso”...
Przy okazji chciałbym wszystkich kibiców, którzy popierają moje myśli, zaprosić na profil mojego bloga na Facebooku - ZOBACZ
Witam po raz drugi czytelników mojego bloga. Szczerze powiedziawszy myślałem, że kolejny wpis pojawi się kilka dni później, niemniej jednak sytuacja rozwija się dynamicznie i wobec tego muszę zareagować. Chodzi mi m.in. o wypowiedzi prezesa Tauron Basket Ligi pana Jacka Jakubowskiego w artykule Łukasza Ceglińskiego z Gazety Wyborczej ,,Czy liga ukarze Pacesasa?''. Rzadko zdarza mi się czytać teksty w internecie, ale zważywszy na to, że ten akurat poświęcony jest mojej osobie i wydarzeniom w PLK, po prostu muszę się do niego odnieść.
Proszę zwrócić uwagę na jeden z akapitów, w którym autor tekstu pisze:
,,Pacesas, obok krytyki sędziów, w blogu zwrócił także uwagę na - jego zdaniem - nadreprezentację sędziów we władzach PZKosz i PLK oraz konflikty interesów w przypadku byłych sędziów, którzy łączą funkcje np. członka zarządu PZKosz i komisarza na meczach ekstraklasy. Trener Prokomu wymienił m.in. Zbigniewa Szpilewskiego, obecnego przewodniczącego Wydziału Sędziowsko-Komisarskiego PLK, który w poprzednim sezonie był członkiem rady nadzorczej grającego w ekstraklasie PBG Basket Poznań.
Co na to Jakubowski? - Pan Szpilewski był w zeszłym roku członkiem rady nadzorczej PBG Basket Poznań, ale w tym sezonie już nie jest i mógł podjąć pracę w lidze. Nie widzę tu konfliktu interesów, a funkcję powierzyliśmy mu z pełną świadomością, że w poprzednim sezonie pan Szpilewski pracował w PBG - mówi prezes ligi.''
Pan Jakubowski twierdzi, że cała sytuacja jest jasna i pan Szpilewski może spokojnie pracować jako szef Wydziału Sędziowsko-Komisarskiego PLK i komisarz ligi. Jednak warto zauważyć, że pan Szpilewski pracował w poprzednim sezonie jako komisarz i obserwator meczów, czyli oceniał pracę sędziów i jednocześnie był w radzie nadzorczej PBG Basket Poznań. Przecież to jest ewidentny konflikt interesów...
W słynnym sezonie, kiedy Asseco Prokom awansował do elitarnego grona najlepszych zespołów Euroligi grających w play off, w rozgrywkach Polskiej Ligi Koszykówki zespół przegrał dwa spotkania. Pierwsze z Polonią Warszawa na wyjeździe, gdzie głównym arbitrem był Marek Ćmikiewicz, a drugie to było starcie z Polpharmą Starogard Gdański, w którym głównym sędzią był Grzegorz Ziemblicki, a komisarzem Wiesław Zych. Tym, którzy nie wiedzą, chciałbym powiedzieć, że pan Zych jest prezesem Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet, natomiast Pan Ziemblicki jest tam wiceprezesem. Po meczu jeden oceniał drugiego. Czy to nie jest konflikt interesów?
Paradoksem, a właściwie normą na tle wszystkich wydarzeń w PLK jest to, że Wydział Sędziowsko-Komisarski PLK ukarał sędziów za mecz o Superpuchar Polski, czyli oczywiście przyznał nam rację, ale już po meczu Czarni – Trefl nie było żadnej reakcji ze strony Wydziału, a podczas tego meczu nastąpiły ewidentne błędy ze strony sędziów. Po co reagować skoro nie było złożonego protestu? Uważam, że obowiązkiem ligi jest reagowanie na takie sytuacje, nawet w przypadku, gdy nie ma złożonej skargi.
Ale co można myśleć o porządku, czy prawie moralnym, jeśli pan Jakubowski kilka miesięcy temu pracował na dwóch stanowiskach – jako prezes PLK oraz dyrektor sportowy piłkarskiej Ekstraklasy S.A.
Aktualnie trwa dyskusja jak mnie ukarać, bowiem nie można publicznie krytykować Polskiej Ligi Koszykówki, jej całej otoczki, a przede wszystkim sędziów. A dlaczego? Czy regulaminy narzucone przez jeden podmiot powinny wiązać pracowników obcych firm? Przecież PLK nie jest moim pracodawcą. Pan Jakubowski chce mnie ukarać w związku z moimi wypowiedziami na temat problemów polskiej koszykówki. W całym cywilizowanym świecie można krytykować prezydentów, premierów, ich poczynania… Można krytykować, bo przecież krytyka nie oznacza obrażania. Posługuje się do tego regulaminem, od którego nie można się odwołać. Regulaminem, który wszyscy uczestnicy rozgrywek zmuszeni są podpisać by dostać licencję, chcąc brać udział w tychże rozgrywkach. Nie można odwołać się od zapisów regulaminów do jakiejkolwiek instancji. W sądownictwie instancyjność jest jedną z podstaw, w PLK tej podstawy brak. Jestem ciekaw, czy dziennikarze przy otrzymywaniu akredytacji także muszą podpisywać regulaminy zabraniające im krytyki?
Właśnie przebywamy na Białorusi, gdzie wiadomo, że jest trudno z krytykowaniem czegokolwiek i kogokolwiek. Obiecuję, że zapytam ludzi z mińskiego klubu, czy mogą odwoływać się od regulaminów.
Chciałbym zapytać, dlaczego zabiera mi się prawo do skorzystania z demokratycznego prawa do wolności słowa /art. 54 polskiej Konstytucji mówi przecież o tym, że „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”, a art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka mówi o tym, że wolność wypowiadania poglądów należy do istotnych gwarancji zapewnionych w społeczeństwie demokratycznym/. Jestem obywatelem Unii Europejskiej, od lat żyję, pracuję, płacę podatki w Polsce, chcę mieć prawa takie jak inni. Podmiot zewnętrzny, jakim jest PLK nie powinien mieć, uważam, prawa do nakładania tego rodzaju kar. Jeśli moje słowa mogły być pomówieniem czy obrazą – od rozstrzygania tego typu spraw są sądy cywilne.
Sądzę, że władze PLK powinny raczej zareagować na poczynania pracownika PLK pana Adama Romańskiego, który zainspirował do napisania listu otwartego przeciwko zarządowi PZKosz i PLK, by te zapłaciły firmie ,,Gryka Serwis'' i posłużył się korespondentami PLK.pl by wywrzeć nacisk na PLK i PZKosz, co jest uważam przejawem nielojalności wobec pracodawcy. O tym poinformował na swoim blogu pan Korpolewski. Czy wobec dyrektora sportowego PLK będą wyciągnięte jakiekolwiek konsekwencje?
Chciałbym w tym wpisie odnieść się do osoby pana Jakubowskiego, który był wieloletnim pracownikiem Prokomu Trefla Sopot, a następnie Asseco Prokomu Gdynia. Gdy współpraca dobiegła końca został ,,godnie pożegnany”, a następnie awansował na stanowisko prezesa Polskiej Ligi Koszykówki. Z pracy dla naszego klubu zasłynął z wydawania największych budżetów, gdy do Trójmiasta byli ściągani znani koszykarze, których kontrakty były kilkukrotnie przepłacane. Pan Jakubowski pytany o to odpowiedział, że to nie on, bo przecież on był tylko Generalnym Managerem. Warto jednak pamiętać, że w tamtym okresie prezes oraz trener nie mówili po angielsku. Chciałbym podkreślić, że pan Jakubowski generalnie jest znany z tego, że potrafi wydawać, ale czy umie pozyskiwać pieniądze? Chciałbym zapytać: co zrobił dla klubów PLK? Na całym świecie to przecież ligi pomagają klubom, a nie na odwrót. Co zrobił pan Jakubowski dla PLK oprócz tego, że był przeciwko naszemu uczestnictwu w rozgrywkach PLK od drugiej rundy na rzecz udziału w lidze VTB? A i tak się złożyło, że gramy w lidze VTB, a w PLK od drugiej rundy. Jak to wytłumaczyć? To brak kompetencji, czy brak decyzyjności u najważniejszego urzędnika spółki akcyjnej PLK?
Przez długi czas dało się słyszeć krytykę wobec poprzednich władz PZKosz, że są do niczego. A ja chciałbym zapytać: kto przekonał firmę Tauron do współpracy z PLK? Do czasu wyboru nowego prezesa Polskiego Związku Koszykówki była mowa, że panowie Grzegorz Bachański i Jacek Jakubowski nie mogą należycie pracować, bowiem pan Roman Ludwiczuk ich blokuje będąc ich zwierzchnikiem. Teraz jest inaczej - jest nowy prezes PZKosz i stary prezes PLK. Jak wiemy PZKosz ma największe udziały w PLK, co oznacza, że pan Bachański jest szefem pana Jakubowskiego. Ale w PLK jest odwrotnie. Pan prezes Jakubowski jest szefem wiceprezesa Bachańskiego. Pan Bachański podczas prowadzenia swojej kampanii stworzył stronę nowypzkosz.pl, na której mogliśmy przeczytać o planowanej transparentności i nowej jakości. Stara jakość, to pan Ludwiczuk, który nie brał pieniędzy jako przewodniczący rady nadzorczej PLK, natomiast pan Bachański – nowa jakość - otrzymuje wynagrodzenie za stanowisko wiceprezesa PLK. Za czasów Ludwiczuka PLK płaciła do PZKosz 200tys. zł za prowadzenie rozgrywek i krytykowano, że to za dużo. Obecnie liga płaci 700tys. zł i to jest w porządku. Czy w ten sposób panowie Prezesi chcą zachęcić firmy do sponsorowania koszykówki? Czy o tym też nie można nic mówić, bo przecież jest regulamin PLK?
Można też zadać pytanie, dlaczego prezesem Polskiej Ligi Koszykówki został akurat pan Jakubowski? Poruszam ten temat, bowiem wiem, że byli inni, lepsi kandydaci. Weźmy pod uwagę prezesów innych klubów, którym na co dzień ciężko jest pozyskiwać środki na prowadzenie klubu, a mimo to kluby działają dobrze. Dlaczego nie była uwzględniona kandydatura pana prezesa Andrzeja Twardowskiego, który jest dobrym managerem Energi Czarnych Słupsk i na przestrzeni lat wzniósł go na szczyt polskiej koszykówki. Pan Twardowski udowodnił, że ciężka praca, dążenie do celu i odpowiednie umiejętności mogą przynieść sukces. To samo można powiedzieć o panu Polatowskim, który jest renomą i marką w polskiej koszykówce. Do tego dobrze zarządzany jest Turów Zgorzelec, z prezesem Janem Michalskim i sportowym dyrektorem Waldemarem Łuczakiem na czele.
Najlepszą puentą do całego wpisu będą słynne słowa jednego z liderów partii opozycyjnej w Polsce ,,I nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne.''
Zaczynam prowadzić blog, na którym będę się dzielił swoimi spostrzeżeniami na temat Polskiej Ligi Koszykówki. Na wstępie muszę zaznaczyć, że są to tylko i wyłącznie moje przemyślenia, że to mój prywatny blog, który nie ma nic wspólnego z moim pracodawcą czy klubem, w którym pracuję.
Na początek chciałbym napisać o sędziach w polskiej lidze.
Z prezesem Trefla Sopot Kazimierzem Wierzbickim nie zgadzam się w wielu kwestach, ale w jednej sprawie jesteśmy zgodni i go popieram. A mianowicie, podzielam jego działania w sprawie polskich sędziów, bo w tym co robi, ma absolutną rację.
O ile wiem, Trefl będzie składał lub już złożył protest w sprawie sędziowania w ostatnim meczu drużyny z Sopotu w Słupsku. To był jedyny mecz ligi polskiej w tym sezonie, który oglądałem w całości, a nawet obejrzałem go sobie dwa razy. I podziwiam poziom sędziowania w tym meczu.
Niestety, nie da się nie zauważyć ewidentnych błędów sędziów, którzy mylili się w obie strony. Bo arbitrzy mylili się nie tylko przeciwko Treflowi - np. 46. s przed końcem powinni odgwizdać ewidentne kroki środkowego Trefla Turka. Ale to, co zrobili potem nie zauważając fauli Cesnauskisa na Koszarku i Roszyka na Waczyńskim, jest niepojęte. Zwłaszcza, że tuż po tych faulach sędziowie nawet reagowali, już podnieśli rękę do góry i mieli zagwizdać przewinienie... Ale z niewiadomych przyczyn ich gwizdek milczał. To było karygodne.
A co by było, gdyby sędziowie zauważyli jednak faul, ale dopiero za trzecim razem, kiedy Czarnym upłynęłoby już kilka cennych sekund? Wtedy to gracze ze Słupska mogliby mieć pretensje, dlaczego sędziowie zareagowali tak późno i ukradli im kilka ważnych sekund.
Od razu przypomniała mi się sytuacja z naszego meczu z Polpharmą o Superpuchar, który przegraliśmy jednym punktem. Śmiało możemy się pochwalić, że jesteśmy pierwszym i jedynym klubem na kuli ziemskiej, który został potraktowany przez sędziów w ten sposób. Bo ani na Filipinach ani w Wenezueli nigdy nie zaliczono komuś punktów, których nie było.
Jak ktoś mówi, że w naszym meczu z Polpharmą błąd sędziów był normalny, że takie błędy się zdarzają, np. w piłce nożnej czy ręcznej, to absolutnie się z nim nie zgadzam. Bo to tak, jakby w ręcznej zaliczyć bramkę po tym, jak piłka wpadła na dużą siatkę wiszącą już za bramką. Albo w nożnej zaliczyć gola po tym, jak piłka po strzale wyleciałaby w trybuny.
Zawsze mówimy jednak o sędziach ogólnie czy o anonimowym wydziale sędziowskim. A może warto spojrzeć na konkretnych ludzi.
W Starogardzie sędziowali nam dwaj arbitrzy niby euroligowi, czyli panowie Ziemblicki i Ćmikiewcz. Dlaczego, skoro zaszli tak daleko, nie zareagowali w tej kontrowersyjnej sytuacji? Dlaczego w takich kontrowersyjnych sytuacjach tak często przewijają się ich nazwiska?
Przecież pan Ćmikiewcz potrafił popełnić koszmarny błąd nawet w Eurolidze, kiedy sędziując w Madrycie niesłusznie zaliczył gospodarzom rzut za trzy punkty (choć rzucali za dwa), który dał Realowi dogrywkę, a potem zwycięstwo. Chyba kibice pamiętają też, że ten sam pan popełnił poważny błąd również dwa lata temu, kiedy w lidze kobiet Lotos sięgał po mistrzostwo, po którym to błędzie został zresztą odsunięty od sędziowania.
Przypomina mi się też półfinał Trefl - Turów w poprzednim sezonie, kiedy zespół z Sopotu został skrzywdzony. Może przez przypadek. Trefl nie dostał się do finału po tym, jak sędziowie nie zagwizdali ewidentnego faulu na Harringtonie. A głównym sędzią tego spotkania był pan Ziemblicki. To ten pan nie zareagował, a przecież Trefl mógł zostać srebrnym, a może nawet złotym medalistą. Tyle pieniędzy poszło, tyle pracy i wysiłku przez cały rok, aby ktoś zawalił w kluczowym momencie i może powiedział po tym „przepraszam” Ale co Treflowi po tym „przepraszam”, skoro został z niczym.
Ale błędy sędziów nie dotyczą tylko mojej drużyny czy Trefla. Za chwilę każdy może się znaleźć w takiej sytuacji, dlatego ten temat nie może zostać bez echa. Bo może być jeszcze gorzej. Chciałbym, żeby kluby i ludzie związani z koszykówką reagowali na takie sytuacje. Jeśli jest problem, to trzeba go szybko rozwiązać. Bo PLK to przecież kluby, a nie działacze.
Przedziwne jest to, jakie role i funkcje obejmują w Polsce - w PLK czy PZKosz. - sędziowie i komisarze. Przecież to jakaś monarchia. Jesteśmy jednym krajem w Europie, gdzie sędziowie zajmują takie stanowiska. A to, jak oni się nimi dzielą, to mistrzostwo świata. Na Litwie w zarządzie związku koszykówki jest 15 osób, ale tylko jedna z nich to delegat sędziów. Reszta to prezesi, menadżerowie, byli koszykarze czy trenerzy. Szefem koszykówki na Litwie jest legenda tej dyscypliny Sabonis, we Włoszech też legendarny Meneghin, w Serbii wielka gwiazda Divać, a w Rosji znany menedżer z firmy Gazprom. A czy w Polsce w zarządzie jest choć jeden wybitny trener czy zawodnik?
Spójrzmy, jakie funkcje zajmują u nas ludzie związani ze środowiskiem sędziów.
Pan Ziemblicki jest członkiem zarządu PZKosz., wiceprezesem PLKK, sędzią i pracuje jeszcze w komisji odpowiedzialnej za kształcenie sędziów. Ale kiedy on sam robi takie straszne błędy, to chyba lepiej...
Zresztą osób, które łączą różne ważne funkcje jest więcej.
Pan Lembrych jest w zarządzie PZKosz. i jednocześnie jest komisarzem.
Pan Zych to prezes PLKK i komisarz.
Pan Szpilewski z wydziału sędziów jeszcze w poprzednim sezonie był w radzie nadzorczej PBG Basket Poznań.
Pan Chomicz to komisarz i wiceprezes PZKosz.
Przecież to ewidentny konflikt interesów. Nie dziwię się, że kiedy po naszym meczu pan Ziemblicki miał i musiał zostać zawieszony, jego sprawa skończyła się jakąś kpiną. Sędziowie byli zawieszeni tylko na jeden mecz, a ponieważ w PLK gra się teraz dwa razy w tygodniu, to arbitrzy zostali zawieszeni tak naprawdę zaledwie na trzy dni!
W polskiej piłce, gdzie o sędziach było nie tak dawno szczególnie głośno, sędziowie popełnili w ostatnich kolejkach rażące błędy. I co? I zostali zawieszeni do końca rundy. Reakcja była szybka i surowa. W koszykówce próbował tak robić poprzedni prezes PZKosz., pan Ludwiczuk, który za którego kadencji reakcja na pomyłki sędziów też była natychmiastowa i kończyła się zawieszeniem.
Nie oszukujmy samych siebie, że nic się nie stało, a poza tym może będzie lepiej. Bo nie będzie. Ci ludzie nie czują odpowiedzialności przed klubami, a liga też na nich tego nie wymusza.
Może na szefa sędziów warto wziąć kogoś z zagranicy? Albo chociaż na najważniejsze mecze w lidze sprowadzać sędziów z zagranicy? Bo jak Trefl przez pomyłkę sędziów przegrał awans do finału, to kto był winny? Kibice sugerują, że pewnie trener albo zawodnicy. A przecież zawinili sędziowie.
Kluby, które przecież płacą sędziom, po każdej kolejce powinny mieć dostęp do ocen sędziów w danym spotkaniu. Zresztą to w ogóle powinno być jawne - kto, kogo i jak ocenił.
Mnie ciekawi np. jakie noty dostali sędziowie wspomnianych przeze mnie spotkań - naszego z Polpharmą i Trefla z Czarnymi.